substitute at ownlog '06


Link 6 maja 2007 skomentuj (4)
"Na okres swego wyjazdu do Illium i okolic - czyli mniej więcej na dwa tygodnie, obejmujące także święta Bożego Narodzenia - pozwoliłem zamieszkać w swoim nowojorskim mieszkaniu ubogiemu poecie nazwiskiem Sherman Krebbs. Moja druga żona rozwiodła się ze mną na tej podstawie, że będąc optymistką, nie może żyć z takim pesymistą jak ja.
Krebbs był to taki brodaty, złotowłosy Jezus o oczach spaniela. Nie znałem go zbyt dobrze. Spotkaliśmy się na przyjęciu, gdzie przedstawiał się jako przewodniczący Komitetu Poetów i Malarzy na rzecz Natychmiastowej Wojny Jądrowej. Poszukiwał schronienia, niekoniecznie ze schronem przeciwatomowym, i tak się złożyło, że akurat rozporządzałem wolnym mieszkaniem.
Kiedy wróciłem, wciąż jeszcze zastanawiając się nad ukrytym znaczeniem incydentu z niewykupionym kamiennym aniołem z Illium, zastałem mieszkanie zdemolowane w rezultacie nihilistycznych pijatyk. Krebbs znikł, ale przedtem zdążył odbyć międzymiastowe rozmowy telefoniczne na sumę trzystu dolarów, wypalić pięć dziur w mojej kanapie, zgładzić mojego kota i moje drzewko awokado oraz wyłamać drzwiczki od apteczki.
Na żółtym linoleum w kuchni znalazłem następujący poemat, wypisany, jak się okazało, ekskrementami:

Co to za kuchnia,
Skoro brak w niej rzeczy
Najpotrzebniejszej, ważniejszej niż wszystko?
Muszę mieć taki pojemnik na śmieci,
W którym się zmieści cała rzeczywistość.

Inny komunikat znalazłem wypisany damskim charakterem pisma za pomocą szminki na tapecie nad łóżkiem. "Nie, nie, nie, powiedziało kurczątko" - głosił napis. Na szyi zamordowanego kota wisiała kartka z napisem "Miau".
Nie widziałem Krebbsa od tego czasu. Mimo to sądzę, że wchodził w skład mojego karassu. Jeśli tak, to spełniał w nim rolę wrang-wranga. Wrang-wrang jest to według Bokonona człowiek, który odwodzi ludzi od określonej linii rozumowania, wykazując na przykładzie własnego życia absurdalność tej drogi.
Możliwe, że byłbym skłonny uznać historię z aniołem za wydarzenie nie mające głębszego sensu i stopniowo dojść do przekonania, że wszystko jest bezsensem, ale kiedy ujrzałem to, co zrobił Krebbs, a zwłaszcza to, co zrobił z moim kotem, nihilizm był już nie dla mnie.
Ktoś albo coś nie chciało, żebym został nihilistą. Zadaniem Krebbsa, niezależnie od tego, czy zdawał sobie z tego sprawę, czy nie, było skompromitowanie w moich oczach tej filozofii. Świetna robota, panie Krebbs, świetna robota."


Vonnegut, Kocia Kołyska. Tytułem wyjaśnienia pochodzenia wiersza. I, przy okazji, bardzo mądra przypowieść.


Link 9 maja 2007 skomentuj (3)
W tym domu jest tak zimno, że nie da się wytrzymać, a szablon jest zastępczy, ponieważ nie mam pomysłu na ładny szablon już od dawna. Nie mam też pomysłu na muzykę i potrzebuję spontanicznego odkrycia jakiegoś nowego zespołu, którym mogłabym się trochę pozachwycać.

A poza tym: mój Boże, jest tak spokojnie. Nie trzeba walczyć z niczym, bo nic nie można zmienić i już jest świadomość, że to nie tyle kwestia miesięcy, co tygodni, którą moja matka nieustannie podsyca a moja babcia nieustannie próbuje ugasić. Zastanawiam się, czy zdążymy się jeszcze zobaczyć i jeśli tak, to co ja mam mówić, czy mam mówić cokolwiek, oczywiście myśląc o tym wpadam w wielką histerię, ale staram się nie myśleć i wtedy wszystko jest bardzo odległe, nierealne. Nawet moje trywialne problemy prywatne, wielkie miłości i wielkie zaliczenia z widmem wielkich egzaminów komisyjnych, wszystko jest gdzieś obok, po prostu kilka przeszkód które pokona się bądź nie, kilka lat, które się jeszcze jakoś przeczeka itd. Rozważam pewne opcje i pewne osoby, ale zaraz potem skreślam jedną po drugiej i moje plany na życie upadają pomału, teraz to jest oczywiste, chciałam napisać - nie ma u mnie ani wielkiej sztuki, ani wielkiej miłości, ale to byłaby śmieszna kokieteria, bo będą z całą pewnością. Życie jest zwykłe i nudne, naśladuje film z czystej złośliwości i bardzo szybko pozbawia złudzeń. Miałam jednak nadzieję, że odkryję to kilka lat później.


Link 13 maja 2007 skomentuj (3)
Ten weekend jest wreszcie powrotem do życia. W sobotę pierwszy od dawien dawna dzień, w który nie musiałam nigdzie wychodzić, spanie do dowolnej godziny i pierwsza od dawien dawna nowa, muzyczna fascynacja - IAMX, odkryty dzień po warszawskim koncercie cudownie seksowny electropop wraz z całą serią rozpoznawczych gadżetów (najwęższe spodnie świata, damskie buty i sztuczne brylanciki na twarzy). Niedziela - miłe spotkanie towarzyskie z mężczyzną w oczojebnych butach i pierwsze od dawien dawna zakupione książki. Skoro słucham muzyki i mam zamiar czytać, i skoro wiosna wzbudza tak wyczekiwane permanentne podniecenie seksualne, to znaczy że naprawdę nie jest źle.

Tylko pisanie tutaj pomału traci sens. Sama już nie wiem, stawiać na osobistą głębię, czy na taką bezwartościową paplaninę jak ta powyżej. Nigdy nie odważę się napisać wszystkiego, słowa można interpretować na stanowczo zbyt dużo sposobów, a ostatecznie to tylko słowa. Myślę, że stopniowo będę się rozdrabniać na więcej i więcej dygresji, cytatów i wielkich doznań zaplątanych w zbyt dużej ilości metafor, aż nic tu ze mnie nie zostanie.

Przynajmniej szablon jest ładny.

// chociaż smutno jest i tak. Chyba nie mam ochoty pisać, czemu.
A to miasto jest wszędzie i nigdy, nigdy nie będzie. Dawno nie cytowałam.


Link 15 maja 2007 skomentuj (1)
Cały czas mam wrażenie że coś się zmieniło, i to na lepsze. Może trzeba było dojść do samej bramy swego małego piekiełka, żeby potem z gracją zawrócić. Albo nawet przejść przez bramę (i "ty który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją"), żeby wyjść natychmiast. Coś w tym stylu. Jest dobrze, nie boję się już niczego, wiem o tym świecie wszystko, co do tej pory powinnam wiedzieć, a chyba nawet dużo więcej. I nie zamieniłabym się z nikim.

Efektem ubocznym - po spojrzeniu w lustro stwierdzam - jest to, że robię się z powrotem coraz brzydsza, ale.


Link 16 maja 2007 skomentuj (0)
Cofam, cofam, cofam!
Chodzenie do teatru - zły pomysł. Nawet w największej wierze w największe idee zdarzają się krótkie załamania. Oby krótkie i oby tylko przez pogodę. Na tle byka taranującego torreadora śpiewa nowe wcielenie seksu: love is just a bloodsport.



Link 18 maja 2007 skomentuj (2)
Sugerując się filmami i książkami ostatnich kilkudziesięciu lat, możemy stwierdzić - najgorsi psychopaci słuchają wyłącznie muzyki klasycznej. Chyba coś w tym jest. Słucham requiem d-moll (tego requiem d-moll, o ile dobrze pamiętam nieukończonego, przy którym do dziury w ziemii wrzucają ciało Amadeusza w czarnym worku), doznania są klasy wysokiej. W oknie naprzeciwko ktoś suszy bieliznę na sznurku.

Houellebecq mnie irytuje, póki co.
[wielki, osobisty akapit został wycięty]
Po obcowaniu z kulturą wysoką zjem zupkę w proszku i pooglądam MTV.

bezpłciowość tej notki mnie przytłacza, ale w chwili obecnej nie da się inaczej.


Link 20 maja 2007 skomentuj (4)
Co mogę teraz powiedzieć, choroba wypacza, ludzie nagle nie wyglądają jak ludzie, nawet ci najbliższi, to coś obcego ze zdeformowaną twarzą i tak niewiarygodnie szczupłym, prawie dziecięcym ciałkiem - oto, co po kilkunastu miesiącach zostało z postawnego, zdrowego mężczyzny. I kiedy o tym myślę, a staram się myśleć bardzo rzadko, najrzadziej jak się da, to widzę przede wszystkim dłonie, białe i zimne, i ramiona dziesięciolatka.

Więc bawimy się bardzo dobrze, jest sympatycznie, a potem śpi się do dwunastej, oddaje się przymulonemu lenistwu niedzieli, świadomość spada tylko czasami, skupiając się nie na całym procesie, ale na pojedyńczych obrazach właśnie.


Link 22 maja 2007 skomentuj (0)


Deja-vu, dwuwymiarowe, a to już znaczy: prawie całkowite.
Co ma związek z rokiem 2006, konkretniej z wrześniem. Dalszych związków wolałabym uniknąć.


Link 25 maja 2007 skomentuj (4)
Dawno nie było tak stresującego tygodnia, który musiał pojechać czymś na każdej płaszczyźnie. Przez to nie wyszło mi ograniczanie palenia od wczoraj i musiałam biec na balkon co pół godziny, a kiedy wreszcie się uspokoiłam, z tego całego szczęścia prawie wydłubałam sobie oko. I znowu na balkon w histerii.
I jeszcze rozmowy poważne, albo wręcz przeciwnie - brak możliwości jakiejkolwiek rozmowy, dobre rady mojej babci ("dotknij go, nie wstydź się"), za które, będąc na Jego miejscu, chyba bym zabiła, moje fatalne faux pas z tych raczej poważnych, wciąż ręce, w jeszcze większym kontraście, bo moje opalone. I oko. Znowu zwiększyli dawkę morfiny.

(łatwo mi to pisać dzisiaj, nie boję się nie uciekać w metafory, być może to że mówię tak otwarcie rzuca jakieś lepsze światło na mnie, choć pisanie ważnych rzeczy w miejscu tak nieważnym zawsze wydawało mi się bardzo głupie, trudno)

Prawie kończę Houellebecqa, który skacze dokładnie tak jak moje życie - od seksu do śmierci. A jednak życie zdaje się być dobre, mimo wszystko, i przyszłość zdaje się być jasno określona, świetlista. Każdy ma określoną pulę grzechów do odkupienia, a nie wydaje mi się, żebym aż tyle zdążyła nagrzeszyć, więc pokutuję na zapas. Potem już wieczna sielanka. To chyba pociesza.


Link 28 maja 2007 skomentuj (2)
Coraz milej tutaj, od wczoraj mam już własną popielniczkę na balkonie, rozmawiamy z matką przez okno o pierdołach, to jeden z lepszych procesów w całym dorastaniu, obserwowanie rodziców, którzy akceptują kolejne rzeczy jeszcze niedawno niedopuszczalne. Czekam na wymianę doświadczeń seksualnych; póki co przerobiłyśmy wszystkie używki.

Podobno IAMX ma być w sierpniu w Warszawie; szkoda, że mnie w niej wtedy nie ma. Ale postaram się być.

Najgłupszy sposób na spędzenie wolnego popołudnia: przepisywanie ćwiczeń z PO.
A teraz będę Magdą M. i żeby poprawić sobie nastrój, idę do fryzjera.


Link 30 maja 2007 skomentuj (0)
Może tego palenia wcale aż tak nie trzeba ograniczać / gorzej i gorzej z wizyty na wizytę, na szczęście uczę się bardzo szybko wymazywać z głowy pewne obrazy.

Smut
nie
je.


W piątek na żywo zobaczę Hariasen.

Załóż bloga

Archiwum

2010 // 03 02 01 2009 // 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2008 // 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2007 // 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2006 // 12 11 10 09 08

Kategorie

fetysze(53)
frustracje(51)
iwenty(33)

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl