Link 9 grudnia 2007
skomentuj (2)Jest to piękne zjawisko, zasnąć i obudzić się w dwóch krańcowo różnych nastrojach. Wczoraj trzy godziny oczekiwania na koncert i czterdzieści minut samego koncertu, a mimo wszystko było warto, dla czarującej wersji "Obcego astronoma" i "21 dni" do których się wyło, i przy okazji mnóstwo rozterek z przeszłości doszło do głosu - zawsze kiedy słucham starych piosenek to sentymentalnieję, wspominam, wyobrażam sobie alternatywną przeszłość, czasem nawet żałuję że już jej nie ma, ale to wszystko dobre, to wszystko takie gorzko-słodkie, w idealnej dawce. I potem pomyślałam, że sytuacja która się wytwarza jest idealna i że pierwszy raz w życiu jestem stroną wygrywającą bezsprzecznie. Ale nie, sen z piekącymi oczami, śni mi się mój dziadek siedzący po turecku na dywanie, z pistoletem przy skroni, mówi że się zastrzeli jeśli nie napiszę dla niego listu, babcia mówi "nie zwracaj uwagi", uciekam do mojego pokoju i rygluję drzwi, chowam się pod kołdrą ale łóżko nie jest puste i byłe miłości chcą mnie gwałcić. Więc kiedy wstaję, a wstaję nieoczekiwanie chora, całkiem czerwona i zgwałcona przez sen, z mojej wczorajszej wieczornej wygranej nic nie zostaje, wszystko trzeba odwołać i wszędzie trzeba się śpieszyć, Boże, desperacko potrzebuję puenty, ale jak spuentować kolejną niedzielę, która jest przecież
Niedzielą, niczym mniej i niczym więcej, dniem rozmokłym w którym jedyne co dobre to muzyka i obiad, a każde spojrzenie w lustro boli parszywie...? Liczbą zdań. Tylko 5 zdań, a słów aż tyle. Proszę.